„Zapłaciłem drożej, niż planowałem”

Marek Roefler z wykształcenia fizyk. W 1983 roku założył firmę Dantex, która od 1996 roku zajmuje się budową biurowców pod wynajem i realizacją inwestycji mieszkaniowych
Marek Roefler z wykształcenia fizyk. W 1983 roku założył firmę Dantex, która od 1996 roku zajmuje się budową biurowców pod wynajem i realizacją inwestycji mieszkaniowych
Fotorzepa, Magda Starowieyska

Kolekcjonerzy kupują obrazy na świecie i przywożą je do kraju – mówi Marek Roefler, kolekcjoner sztuki.

Warto sprawdzić: Falsyfikat w każdym domu. Polacy tracą miliony. To patologia

W 2010 roku otworzył pan w Konstancinie prywatne muzeum artystów z Ecole de Paris. Co roku organizuje pan monograficzną wystawę jednego artysty, wydaje pan anglojęzyczne albumy. Teraz remontuje pan kolejną willę dla muzeum.

Remontowany zabytkowy budynek pierwotnie stanowił jedną całość z willą, gdzie mieści się muzeum. To jest budynek letniskowy z początków XX wieku. W każdym pomieszczeniu był piec na węgiel i drewniane stropy. Kupiłem obiekt w stanie śmierci technicznej i remontuję go pod nadzorem konserwatora zabytków.

Co zyska muzeum na tej inwestycji?

Zyska ponad 800 metrów powierzchni, przede wszystkim na cele wystawowe. Powierzchnia użytkowa obiektu będzie większa niż przed remontem, ponieważ duża sala wystaw będzie w piwnicy.

Budynek miał w środku ukryty dziedziniec. Teraz będzie to rodzaj szklanego pawilonu, który pomieści m.in. ciągi komunikacyjne niezbędne w każdym muzeum.

Pozostały tylko zewnętrzne mury. Nie lepiej było zbudować wierną kopię zabytku w nowej, trwałej technologii?

Na wewnętrznym dziedzińcu stała pierwotnie wieża. Groziła zawaleniem, była odchylona od pionu. Nawet po remoncie nikt nie dopuściłby wieży do użytku. Trzeba było wieżę rozebrać. Z konieczności zbudujemy ją od nowa.

Inwentaryzujemy każdą starą cegłę. Część z nich uległa destrukcji po ponad 100 latach i z powodu złej eksploatacji domu. Ma pan redaktor rację, budowa wiernej kopii dawnego budynku byłaby zdecydowanie tańsza.

Kiedy otwarcie nowego muzeum?

Inwestycję rozpocząłem w tym roku. W lipcu uzyskałem wszystkie niezbędne pozwolenia. Finał robót planowałem na koniec 2020 roku. W trakcie robót ujawniły się problemy techniczne, które niestety opóźnią otwarcie. Dotychczasowe prace to z konieczności tylko spinanie starych murów stalowymi klamrami, żeby nie runęły na ulicę.

Jest pan cenionym deweloperem. Przy zakupie nie zdawał pan sobie sprawy ze skali zagrożeń?

Nie mogłem przewidzieć niektórych zagrożeń. Generalnie problem dotyczy wszystkich zabytków Konstancina, które po wojnie były niewłaściwie eksploatowane, przez ponad pół wieku nie były remontowane.

Działki w Konstancinie są bardzo poszukiwane. Paradoksalnie chętni odstępują od zakupu, ponieważ koszty remontu ruiny wpisanej do rejestru zabytków mogą przewyższyć koszty terenu.

Jak będzie wyglądać muzeum po zakończeniu robót?

Remontowany budynek graniczy z działką, na której jest muzeum. To będzie jedna całość. Pomiędzy jednym budynkiem a drugim będzie park rzeźb, które mogą być prezentowane na zewnątrz. W starym budynku będzie stała wystawa, a w nowym będą wystawy czasowe, kameralna księgarnia, sklepik z pamiątkami.

W przyszłym roku przypada dziesięciolecie muzeum. Jaką wystawę zorganizuje pan z tej okazji? Jako kolekcjoner dumny pan jest szczególnie z dzieł Mojżesza Kislinga. To będzie wystawa tego artysty?

Kisling już za życia zrobił w Paryżu wielką karierę artystyczną, rynkową i towarzyską. Nazywany był księciem Montparnasse’u, przyjaźnił się z wielkimi artystami, np. z Picassem. Od lat obrazy Kislinga są ozdobą największych aukcji Sotheby’s czy Christie’s. Rocznie na świecie licytowanych jest ok. 150 obrazów Kislinga. Każda licytacja to rodzaj święta tego artysty.

W Polsce nadal mało kto wie, że artysta urodził się w Krakowie.

Ukończył tam ASP, był uczniem m.in. Józefa Pankiewicza. Wyemigrował do Paryża w 1910 roku. W świecie też nikt nie wie o polskim rodowodzie Kislinga.

Na każdą doroczną wystawę, na swój koszt, wypożyczamy dzieła ze światowych kolekcji. Dzieła Kislinga mają wysokie ceny, musimy oszacować koszty ich ubezpieczenia. W Polsce w prywatnych kolekcjach jest coraz więcej dzieł tego malarza.

Rozważamy z kuratorem zbiorów Arturem Winiarskim wystawę dzieł Meli Muter. Myślimy też o wystawie Tamary Łempickiej. Lepiej jesteśmy przygotowani do wystawy dzieł Kislinga. Może to będzie Kisling?

Co nowego kupił pan w ostatnim roku?

W Nowym Jorku kupiłem np. dwa obrazy Łempickiej. Niestety, nie są to najbardziej poszukiwane na świecie dzieła z lat 20. i 30. Z uwagi na milionowe ceny są one poza zasięgiem moich możliwości.

Ile obrazów kupił pan na świecie?

Około 95 procent zbioru pochodzi ze świata. Kolekcjonerzy najczęściej kupują sztukę na świecie i przywożą ją do kraju, wzbogacają majątek narodowy.

Na krajowych aukcjach krążą obrazy, przy których w katalogach zaznaczono, że pochodzą z pana kolekcji.

Selekcja, doskonalenie zbioru, jest naturalną rzeczą. Sprzedałem wybrane obrazy, np. Krzemienia, Federa, Kikoine’a. Miałem dwie prawie identyczne martwe natury Epsteina, więc jednej się pozbyłem.

Zyskuje pan środki na zakup kolejnych dzieł. Kolekcja sama zarabia na siebie?

Niestety, nie. Koszty zakupów zdecydowanie przewyższają zyski ze sprzedaży. Szczególnie że sprzedaję rzeczy tanie, a kupuję bardzo drogie.

Przed aukcją ustala pan limit cenowy, do jakiego zamierza pan licytować?

Tak. Analizuję rynek, notowania…

Jaki limit pan ostatnio przekroczył?

Na przykład ten obraz Alicji Halickiej kupiłem za dwa razy więcej, niż planowałem wydać…

Co okazało się najlepszą inwestycją w ciągu 10 lat istnienia muzeum?

Gigantycznie wzrosły ceny obrazów np. Meli Muter. Rekordowe ceny osiągają obrazy Kislinga. Znacząco wzrosły ceny obrazów Eugeniusza Zaka. Ci artyści to przysłowiowe lokomotywy krajowego rynku.

Gdyby miał pan zabrać na bezludną wyspę jeden obraz…

Nie! To nie byłby jeden obraz… Na pewno byłyby to obrazy Łempickiej, „Marsylianka” Kislinga, zabrałbym „Kobietę z kotem” Meli Muter i kubistyczne dzieło Haydena. Wziąłbym obraz Soutine’a…

W ubiegłym roku zorganizował pan wystawę Josepha Pressmane’a urodzonego w Beresteczku na Kresach. Prawie wszystkie obrazy na wystawie pochodzą z pana zbioru. Warto było kupować dzieła kompletnie nieznanego artysty? Liczy pan na to, że one podrożeją?

Nie kupuję z myślą o zarobku, o odsprzedaży. W przypadku Pressmane’a zysk jest realny. To artysta niesłusznie zapomniany i zdecydowanie niedoszacowany przez rynek. Udało mi się na świecie kupić zespoły dzieł malarza. Średnie ceny wynosiły 2–3 tys. euro.

Faktem jest, że odkrywa pan artystów, którzy dzięki wystawom w Villa la Fleur pierwszy raz wchodzą na krajowy rynek. Po wystawach w pana muzeum ich dzieła drożeją. Przykładem tego choćby dzieła Jeana Lamberta Rudzkiego.

Mam nadzieję, że wystawa, katalog Pressmane’a przyczynią się do promocji artysty. Z czasem pozbędę się jakiegoś obrazu Pressmane’a. Gdybym wszystkie obrazy artysty schował na zawsze do magazynu, to Pressmane przestałby funkcjonować w świadomości społecznej. Artysta żyje, kiedy jego dzieła krążą na aukcjach. Wtedy wszyscy o nim mówią.

Wystawa artysty potrwa w Villa la Fleur do połowy listopada. Mam nadzieję, że wypromuję Pressmane’a i dzieła artysty zainteresują również kolekcjonerów na świecie.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Banki najbardziej lubią nowych klientów

W ośmiu bankach znajdziemy depozyty ze stawkami co najmniej 3 proc. Większość tych ofert ...

Gdzie ulokować oszczędności na 12 miesięcy

Najwyższe na rynku oprocentowanie wynosi 2,6 proc., a przeciętne 1,47 proc. Najwyżej oprocentowaną lokatę ...

Niedoceniane dzieła kronikarzy codzienności

Prace Witkacego i Karola Hillera osiągnęły w minionym półroczu rekordowe ceny na krajowym rynku ...