Mizerne odsetki. Ale może być gorzej

Powrót inflacji plus niskie stopy to bardzo niekorzystny scenariusz.

Publikacja: 08.10.2015 21:00

Mizerne odsetki. Ale może być gorzej

Foto: Fotorzepa, Marta Bogacz

Narzekania na niezwykle niskie oprocentowanie lokat bankowych oraz obligacji skarbowych są jak najbardziej zrozumiałe i słuszne. Jeszcze we wrześniu ubiegłego roku średnia stawka, według wyliczeń NBP, wynosiła 2,5 proc., a teraz sięga zaledwie 1,9 proc. W ciągu 12 miesięcy obniżyła się więc aż o jedną czwartą. A przypomnijmy, że jesienią 2012 r. wynosiła niemal 5 proc.

Korzystając z obecnej uśrednionej oferty bankowej, z ulokowanego 1 tys. zł po roku otrzymamy 15,4 zł (po uwzględnieniu podatku). A przecież to wartość średnia. Na rynku są co prawda lepsze oferty (ok. 3 proc.), ale z reguły dotyczą okresu nie dłuższego niż trzy miesiące, są adresowane do nowych klientów, wielkość wkładu jest ograniczona, a czasem dodatkowo wymagane jest skorzystanie z innych produktów banku.

Lokaty bez warunków i te proponowane przez największe banki są znacznie mniej atrakcyjne. Nierzadko ich oprocentowanie nie przekracza 1 proc. A wydawałoby się, że skoro rynkowy koszt pieniądza, mierzony stawkami WIBOR, sięga 1,7–1,8 proc., klient banku ma prawo liczyć na co najmniej tyle plus drobną nadwyżkę na zachętę.

Wskaźnik dotyczący przeszłości

Choć powszechnie wiadomo, że inflacja, czyli wzrost cen, zmniejsza wartość naszych oszczędności, a mówiąc bardziej precyzyjnie, zmniejsza siłę nabywczą pieniędzy, nie zawsze bierzemy pod uwagę tę okoliczność, oceniając atrakcyjność lokat. Kalkulując, co się bardziej opłaca, zwykle koncentrujemy się na porównaniu ofert dostępnych na rynku w danym momencie. Tymczasem, dokonując kalkulacji, warto oprócz tego zwrócić uwagę na wysokość inflacji, by wyeliminować przynajmniej te możliwości, które najsłabiej chronią pieniądze przed utratą wartości.

Jeśli już zwracamy uwagę na inflację, zwykle w kalkulacjach uwzględniamy jej bieżącą wysokość, podawaną co miesiąc przez GUS. Trzeba jednak pamiętać, że ta wartość dotyczy przeszłości, ponieważ porównywany jest obecny poziom cen towarów i usług konsumpcyjnych z wysokością sprzed roku. Na tej podstawie, odejmując bieżący wskaźnik inflacji od wysokości nominalnego oprocentowania lokaty, możemy stwierdzić, w jakim stopniu założona rok wcześniej lokata uległa inflacyjnej erozji.

Wszystko jest względne

Przykładanie tej samej miary, czyli aktualnego wskaźnika inflacji do wysokości obecnie dostępnej lokaty, może prowadzić do niewłaściwych wniosków, a w efekcie do podjęcia nietrafnej decyzji o ulokowaniu pieniędzy. W poprzednich latach zdarzały się już okresy, gdy wzrost inflacji powodował, że realnie wartość pieniędzy na lokacie malała, choć bank naliczał odsetki.

Prognozowanie, czy choćby oszacowanie wysokości przyszłej inflacji, której działaniu będzie poddana zakładana dziś lokata, jest trudne. Mylą się w tej kwestii nawet specjaliści. Ważne jest jednak, by przynajmniej określić kierunek zmian, korzystając z własnej wiedzy lub ocen ekonomistów. Często popełnianym błędem jest bowiem przykładanie bieżącej miary dotyczącej inflacji do zjawisk, których skutki pojawią się w przyszłości.

Dowodem na to są duże rozbieżności między inflacyjnymi prognozami ekonomistów a oczekiwanymi zmianami cen przez konsumentów. O ile ci pierwsi szacują, że za rok ceny mogą być wyższe niż obecnie o 1,5–1,8 proc., to ankietowani przez NBP przedstawiciele gospodarstw domowych sądzą, że wskaźnik inflacji wyniesie zaledwie 0,23 proc.

Trudne warunki, lecz jest nadzieja

W obecnych warunkach przewidywanie przyszłej inflacji jest trudniejsze niż zwykle, ale z drugiej strony trafne oszacowanie jej wielkości ma szczególną wagę. Wynika to z faktu, że od lipca 2014 r., czyli od 14 miesięcy, mamy do czynienia z deflacją, czyli spadkiem cen w skali roku.

To zjawisko oczywiście sprzyja oszczędnościom, powodując wzrost ich siły nabywczej. Dlatego w uproszczeniu można powiedzieć, że każda, nawet nisko oprocentowana lokata przynosi realną korzyść. Trzeba jednak pamiętać, że deflacja jest zjawiskiem nietypowym i trzeba się liczyć z powrotem inflacji, a więc radykalną zmianą warunków oszczędzania.

W perspektywie kilkunastu najbliższych miesięcy sytuacja może być szczególnie niekorzystna w wyniku splotu niesprzyjających czynników. Z jednej strony zaniknie dobroczynny wpływ deflacji, z drugiej zaś nie ma wielkich szans na wzrost stóp procentowych. Jednym z głównych czynników branych pod uwagę przez Radę Polityki Pieniężnej w decyzjach o wysokości stóp procentowych jest właśnie inflacja. Zatem dopóki będzie ona niewielka, nie ma co liczyć, że oficjalne stopy procentowe wzrosną. A oprocentowanie lokat bankowych w pewnym stopniu od tego zależy.

Co gorsza, nie można wykluczyć sytuacji, w której stopniowo inflacja będzie powracać, a stopy procentowe zostaną przez RPP obniżone, by pobudzić wzrost gospodarczy.

W takich warunkach pozostaje jedynie liczyć na to, że banki zaczną konkurować o nasze pieniądze, podwyższając oprocentowanie lokat. Jeśli nie, trzeba będzie poszukać korzystniejszych sposobów inwestowania pieniędzy.

Najlepiej mieć wszystkiego po trochu

1. Podstawową zaletą lokat bankowych jest bezpieczeństwo naszych oszczędności.

2. Bank wypłaci odsetki w ustalonej z góry wysokości; większość depozytów, zwłaszcza tych do roku, ma oprocentowanie stałe.

3. Inwestując w akcje czy fundusze, nigdy nie mamy pewności, czy zarobimy. W niesprzyjających warunkach możemy dużo stracić.

4. Bardziej ryzykowne inwestycje są za to potencjalnie bardziej zyskowne.

Narzekania na niezwykle niskie oprocentowanie lokat bankowych oraz obligacji skarbowych są jak najbardziej zrozumiałe i słuszne. Jeszcze we wrześniu ubiegłego roku średnia stawka, według wyliczeń NBP, wynosiła 2,5 proc., a teraz sięga zaledwie 1,9 proc. W ciągu 12 miesięcy obniżyła się więc aż o jedną czwartą. A przypomnijmy, że jesienią 2012 r. wynosiła niemal 5 proc.

Korzystając z obecnej uśrednionej oferty bankowej, z ulokowanego 1 tys. zł po roku otrzymamy 15,4 zł (po uwzględnieniu podatku). A przecież to wartość średnia. Na rynku są co prawda lepsze oferty (ok. 3 proc.), ale z reguły dotyczą okresu nie dłuższego niż trzy miesiące, są adresowane do nowych klientów, wielkość wkładu jest ograniczona, a czasem dodatkowo wymagane jest skorzystanie z innych produktów banku.

Pozostało 85% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Materiał partnera
Bezpieczna przystań, czyli po co oszczędzać w złocie
Portfel inwestycyjny
Inflacja uderzyła w oprocentowanie obligacji skarbowych. Jak nie stracić?
Rynki finansowe
Jak Chiny zarzynają kurę znoszącą złote jaja
Portfel inwestycyjny
Centra usług: szlifujący się diament
Portfel inwestycyjny
Inwestorzy w oczekiwaniu na obniżki stóp procentowych
Materiał Promocyjny
CERT Orange Polska: internauci korzystają z naszej wiedzy