Ceny podnieśli hotelarze, i to w całej Europie. Znad polskiego morza płyną informacje o paragonach grozy w restauracjach i barach. Droższe o jedną trzecią są paliwa, podrożały także bilety kolejowe, samolotowe i przejazdy autobusami. Ale urlopowicze, przy naprawdę niewielkim wysiłku, mogą ten wzrost kosztów ograniczyć.

Dojechać taniej

Wśród wakacyjnych wydatków najdroższe są transport i hotele. Jaki więc wybrać środek transportu, aby dotrzeć na miejsce najtaniej?

Załóżmy, że podróżować mają cztery osoby z Warszawy do Barcelony – z tego miasta łatwo można się dostać transportem publicznym i na Costa Brava, i na południe.

Odległość, jaką musimy pokonać, to 2400 kilometrów. Jeśli nasze auto średnio pali 8 litrów na 100 kilometrów, to wydatki na paliwo wyniosą ok. 1800 złotych. 100 euro zapłacimy za autostrady we Francji. Podróż bez przerwy zajmie 21 godzin, ale bezpieczniej jest się zatrzymać po drodze na jeden nocleg. Jeśli poszukamy go odpowiednio wcześniej, 100 euro powinno wystarczyć, by 4 osoby mogły się przespać. Po wszystkich zaokrągleniach i bez wliczania posiłków na taką podróż w jedną stronę wydamy średnio po 700 złotych na osobę. Te wydatki będą znacząco niższe, jeśli wybierzemy się w podróż autem elektrycznym. Wówczas przejechanie 100 kilometrów będzie nas kosztować 3–4 euro, a podróż wydłuży się o parę godzin.

Czytaj więcej

Ile zapłacimy za wakacje 2022. Jak ocenić cenę, gdzie tanie wczasy

Jeśli zdecydujemy się na przelot samolotem na tej samej trasie, to zależnie od tego, jaką linię wybierzemy i ile bagażu weźmiemy ze sobą, bilet w jedną stronę z Lotniska Chopina w Warszawie będzie kosztował od 280 do 1380 złotych, a z Modlina 212–1010 złotych.

Wybór pociągu to decyzja o dłuższej podróży z przesiadkami. Do najsłynniejszego katalońskiego miasta dojedziemy w nieco ponad dwa dni z przesiadkami w Berlinie, Frankfurcie i Lyonie. Ceny biletów zaczynają się od 1330 złotych, a takie połączenia kolej oferuje cztery razy w tygodniu.

Decyzja o pokonaniu tego dystansu autokarem wcale nie oznacza najmniejszych wydatków. Tutaj także widać efekt droższego paliwa. 40-godzinna podróż na trasie Warszawa–Barcelona, z kilkoma przystankami po drodze, to wydatek 800–1200 złotych na osobę.

Wynajęcie auta na miejscu, żeby pojechać gdzieś dalej, uszczupli nasz wakacyjny budżet o 360–3950 złotych dziennie, zależnie od tego, jakie auto wybierzemy. Auta średnie: Seat Arona, Toyota Corolla czy Hyundai i30, to wydatek ok. 650 złotych dziennie plus paliwo (ceny z lotniska El Prat w Barcelonie).

Autopromocja
Subskrybuj nielimitowany dostęp do wiedzy

Unikalna oferta

Tylko 5,90 zł/miesiąc


WYBIERAM

Te wyliczenia są czysto teoretyczne i uśrednione. Ceny są z poniedziałku 6 czerwca. Oczywiście, że można je obniżyć, jeśli poświęcimy na to trochę czasu, odpowiednio planując podróż.

Gdzie kupować paliwo

Już jest zasadą, że najdroższe stacje paliwowe, mimo że należą do tego samego dystrybutora, są przy autostradach, a zwłaszcza przy granicach. Warto więc zjechać z autostrady, wjechać do miasta i znaleźć miejsce tankowania, które pozwoli zaoszczędzić nawet kilkadziesiąt centów na litrze. Tradycyjnie już najtaniej jest w stacjach przy hipermarketach, bo ceny są dotowane przez sieci handlowe, które w ten sposób ściągają klientów na zakupy. Podobnie jest zresztą w Polsce. Dlatego jeszcze przed podróżą warto sprawdzić, gdzie i po ile jest paliwo. Ułatwiają to aplikacje, takie jak Yanosik, Fuelio, Tankuj24 czy Waze.

Nie korzystajmy ze stacji tuż przy granicy, i to nie tylko polsko-niemieckiej czy polsko-słowackiej. Stacje przygraniczne zawsze są najdroższe. W Polsce cena E95 zbliża się do 8 złotych bądź minimalnie tę kwotę przekracza. W Niemczech trudno jest znaleźć przy głównych szlakach stację, gdzie kupimy paliwo taniej niż 1,95 euro za litr. Ale i tam są aplikacje, które w tej drożyźnie wskażą najprzyjaźniejszą stację, takie jak np. TankBillig.Info. We Francji mamy np. UFC-Que Choisir, która pokaże nam ceny w promieniu 5–20 kilometrów. W Hiszpanii GasAll. Zresztą Google zawsze pokaże ceny w okolicy.

Czytaj więcej

Oszust może zepsuć wakacje marzeń. Jak wykryć podejrzane oferty

Podróże samochodem do Chorwacji, do Bułgarii, Rumunii i Grecji zrobiły się wyraźnie droższe tego lata. Powodem jest wprowadzenie przez Węgrów wyższych cen paliw dla aut z zagraniczną rejestracją. Rząd Viktora Orbána postanowił skończyć z „turystyką paliwową” i teraz za litr E95 zapłacimy tam o ponad 30 eurocentów drożej niż „bratanek”.

Do kosztów paliwa trzeba oczywiście dodać jeszcze to, co zapłacimy za noclegi po drodze oraz za wyżywienie. Na pierwszy dzień najbardziej ekonomiczna jest wersja kanapkowa. Miejsc, gdzie można się bezpiecznie zatrzymać, zjeść, a nawet wziąć prysznic, jest pod dostatkiem. Warto unikać wielkich sieci fastfoodowych.

Naturalnie nie wolno ruszyć w drogę bez sprawdzenia ciśnienia w kołach. Jeśli jest nieodpowiednie, auto będzie więcej paliło po drodze. Oszczędzajmy również na prędkości, z jaką jedziemy. Szybciej oznacza niestety większe zużycie paliwa, a mandaty już nigdzie nie są tanie. To najgłupiej wydane pieniądze. Najlepiej jest nastawić tempomat na konkretną prędkość. A skoro nie mamy zamiaru się ścigać, to po co wybierać autostrady? Myto to poważny wydatek. Przejazd francuskimi autostradami w podróży do Hiszpanii to wydatek 100 euro. Czyli średnio półtora baku paliwa.

Pociągi: oszczędności i ekologia

Alternatywą dla podróży samochodem czy samolotem są oczywiście pociągi, to rozwiązanie zdecydowanie bardziej przyjazne dla środowiska. Sieć takich połączeń kolejowych w Polsce pozwala dotrzeć do najatrakcyjniejszych miejscowości turystycznych w górach, nad morze, na Podlasie, w Bieszczady i na Mazury, choć tutaj jest najtrudniej.

Gorzej jest z dostępnością z Polski kolejowych połączeń zagranicznych. Od lat są obiecywane, jest ich dosłownie kilka, a żeby pojechać gdzieś dalej, trzeba się przesiąść w Pradze, Wiedniu (tu jest najwięcej możliwości) i Berlinie. Wydarzeniem tego roku jest bezpośrednie połączenie z austriackim Grazem, dokąd z Warszawy można bezpośrednio dojechać za 194 złote, a z Katowic nawet za 108 złotych. Wojna w Ukrainie utrudniła połączenia z Polski do krajów bałtyckich, bo z polskich miast jeździły tam koleje ukraińskie i białoruskie. Teraz pozostaje samolot bądź samochód, ale uwaga: paliwo na Litwie, Łotwie i w Estonii kosztuje już tyle, co w Europie Zachodniej.

Możliwość wyszukania tanich połączeń spowodowała, że podróże nocnymi pociągami po Europie z roku na rok zyskują na popularności i dlatego jest ich coraz więcej. OBB Nightjet jeździ z Wiednia przez Niemcy, Szwajcarię do Włoch i do Holandii. Trenhotel kursuje między miastami hiszpańskimi i portugalskimi, Caledonian Sleeper przewiezie nocą z Anglii do Szkocji. Pociągiem pojedziemy z Paryża do Rzymu i z Wiednia do Barcelony. To wszystko bez przesiadki. Zależnie od tego, jaką klasę i komfort podróży wybierzemy, cena biletów na transeuropejskich trasach zaczynają się od 29 euro.

Wybranie pociągu to idealny sposób, jeśli chcemy zwiedzić kilka miast, a nie wybieramy leżenia na plaży. Wybranie opcji nocnej pozwoli na oszczędności na noclegach.

Czytaj więcej

Jak nie zostać bezdomnym uchodźcą. Polacy kupują zagraniczne posiadłości

Samolot: im wcześniej, tym taniej

Bilety lotnicze kupimy tanio, jeśli zabierzemy się do tego z odpowiednim wyprzedzeniem. Dotyczy to linii niskokosztowych, takich jak Ryanair czy Wizz Air, jak i regularnych, takich jak LOT, Lufthansa, KLM czy Emirates bądź Qatar Airways. Są dni, kiedy podróże są tańsze, wszystko można znaleźć na stronach przewoźników i odpowiednio zaplanować urlop.

W żadnej linii nie ma już opcji za złotówkę czy za jedno euro, ale nadal mogą trafić się okazje za 200–300 złotych w jedną stronę, i to z bagażem. Na ten bagaż zresztą musimy bardzo uważać. Przewoźnicy już nie przymykają oka, jeśli nasza torba czy plecak ważą dobrych kilka kilogramów więcej niż przyznany limit. Za kilo nadbagażu w locie z Hiszpanii do Polski, lecąc Enter Air, zapłacimy 6 euro. 9 euro za kilo skasuje Ryanair, ale tylko wówczas, gdy zapłacimy za większy bagaż wcześniej. Jeśli na lotnisku, stawka rośnie do 11 euro za kilogram. W Wizz Air jest to 10 euro. W LOT, Lufthansie i innych liniach płaci się za dodatkowe sztuki i większe wymiary. Stawki są od ok. 150 złotych w górę, zależnie od trasy.