Egzotyka w portfelu

Dywersyfikacja (zróżnicowanie) inwestycji to słowo klucz, które teraz, gdy hossa w USA ma już osiem lat, nabiera jeszcze większego znaczenia.

Publikacja: 19.04.2017 15:50

Egzotyka w portfelu

Foto: Bloomberg

 Tak przekonuje Marcin Bednarek, wiceprezes BPH TFI.

Po przykłady nie trzeba sięgać daleko. Wystarczy spojrzeć na stopy zwrotu funduszy inwestycyjnych z marca tego roku.

Średni wynik funduszy akcji polskich, które w poprzednich miesiącach nie miały sobie równych, wyniósł minus 0,5 proc. Jednocześnie przeciętna stopa zwrotu funduszy obligacji, które w zasadzie wcześniejszych miesięcy nie mogą zaliczyć do udanych, sięgnęła plus 1 proc. Kto miał portfel zbudowany z funduszy akcji i funduszy obligacji, może stwierdzić, że część składająca się z papierów dłużnych rzeczywiście ograniczyła zyski z hossy na warszawskiej giełdzie. Kiedy jednak akcje przestały drożeć, obligacje zmieniły się z balastu w wartościowy dodatek.

Wiceprezes BPH TFI podkreśla, że chodzi nie tylko o dywersyfikację polegającą na inwestowaniu w różne klasy aktywów (np. w akcje, obligacje skarbowe), ale także o dywersyfikację geograficzną (rynki w różnych częściach świata).

– Warszawska giełda ma za sobą kilkumiesięczne dynamiczne zwyżki indeksów. Dlatego warto zwrócić uwagę na rynki wschodzące i tam właśnie zainwestować część portfela uznawaną za najbardziej ryzykowną – mówi Marcin Bednarek.

Jak mógłby teraz wyglądać taki portfel o zrównoważonym ryzyku? Zdaniem Marcina Bednarka, można by go zbudować z funduszy obligacji korporacyjnych, funduszy gotówkowych i pieniężnych; w sumie stanowiłyby one ok. 40 proc. portfela. Około 20 proc. można przeznaczyć na fundusze inwestujące na rynku żywności i surowców; sprzyja im malejąca podaż przy stałym popycie na towary i surowce. 10 proc. środków ekspert radzi teraz ulokować w funduszach akcji polskich, natomiast nawet 30 proc. – w funduszach akcji rynków wschodzących.

– W tradycyjnych funduszach obligacji skarbowych co do zasady nie warto trzymać teraz pieniędzy. Zarządzający takimi funduszami muszą wykorzystywać krótkoterminowe trendy. Dlatego ryzyko, że się pomylą, jest stosunkowo duże – tłumaczy Marcin Bednarek.

Jego zdaniem hossa w USA jest już dojrzała. Przeciętna kapitalizacja spółek na Wall Street wynosi 26-krotność ich zysków. Dla porównania, dla spółek wchodzących w skład WIG jest to mniej niż 16-krotność. Ale nasza giełda z punktu widzenia globalnych funduszy inwestycyjnych jest małym rynkiem. Dlatego inwestorzy poszukując miejsc, gdzie jeszcze można zarobić, bo wyceny są stosunkowo niskie, prawdopodobnie skierują się raczej na klasyczne emerging markets, takie jak Chiny czy Indie.

Trudno samemu wybrać jeden rynek wschodzący: Brazylię, Rosję lub Chiny. Dlatego dobrym rozwiązaniem wydają się fundusze inwestujące w całe grupy emerging markets. W każdym razie w celu dywersyfikacji powinniśmy mieć w portfelu nie tylko polskie akcje (nasz rynek również jest zaliczany do wschodzących), ale również fundusze operujące na dalekich rynkach. ©?

 Tak przekonuje Marcin Bednarek, wiceprezes BPH TFI.

Po przykłady nie trzeba sięgać daleko. Wystarczy spojrzeć na stopy zwrotu funduszy inwestycyjnych z marca tego roku.

Pozostało 94% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Materiał partnera
Bezpieczna przystań, czyli po co oszczędzać w złocie
Portfel inwestycyjny
Inflacja uderzyła w oprocentowanie obligacji skarbowych. Jak nie stracić?
Rynki finansowe
Jak Chiny zarzynają kurę znoszącą złote jaja
Portfel inwestycyjny
Centra usług: szlifujący się diament
Portfel inwestycyjny
Inwestorzy w oczekiwaniu na obniżki stóp procentowych