Sprawdzamy jak działają mikropożyczki społecznościowe

Social lending zaspokaja interesy dwóch stron – inwestorów i pożyczkobiorców. Polacy wciąż darzą usługi ograniczonym zaufaniem
Social lending zaspokaja interesy dwóch stron – inwestorów i pożyczkobiorców. Polacy wciąż darzą usługi ograniczonym zaufaniem
Adobe Stock

Mikropożyczki społecznościowe łączą internautów chcących pożyczyć sobie pieniądze. Sprawdzamy, jak to działa i ile można zyskać.

Social lending, czyli pożyczki społecznościowe, to idea, która polega na łączeniu ze sobą interesów dwóch stron – inwestorów, którzy mają kapitał i chętnie go pożyczą za odpowiednią cenę, oraz pożyczkobiorców, którzy potrzebują szybkiego i taniego finansowania bez zawiłych formalności.

Mówiąc o pożyczkach społecznościowych, nie można twierdzić, że to zwykła pożyczka, jak ta ratalna dostępna w banku czy chwilówka w parabanku. Tu bowiem pożyczkobiorca zaciąga zobowiązanie nie od firmy, ale od osób prywatnych.

Warto sprawdzić: Crowdfunding w Polsce. O co w tym chodzi?

Są trzy główne schematy działania platform pośredniczących w pożyczkach społecznościowych. Pierwszy opiera się na aukcji pożyczkowej, w ramach której pożyczkobiorca precyzuje, jakiej sumy potrzebuje, na jaki czas planuje zaciągnąć zobowiązanie (zazwyczaj to okres od kilku dni do kilkunastu miesięcy), a także wskazuje wysokość oprocentowania, jakie jest w stanie zapłacić.

Drugi zaś polega na tym, że to inwestor, wybierając projekt z listy ogłoszeń publikowanych przez serwis, wybiera partnera transakcji i określa kwotę, jaką chce mu pożyczyć. Dopiero w momencie, w którym zbierze się odpowiednia liczba zgłoszeń zaspokajająca potrzeby pożyczkobiorcy, inwestor wpłaca pieniądze przelewem na konto bankowe wskazane przez pośrednika, a ten przekazuje je odbiorcy. Trzeci schemat opiera się na działaniach, w ramach których inwestor wpłaca deklarowaną kwotę, po czym operator serwisu sam decyduje, w jakiej wysokości i pomiędzy których pożyczkobiorców rozdzieli środki.

social lending

Tanie pieniądze, ale trzeba czekać

W przypadku aukcji pożyczki społecznościowe nie sprawdzą się, gdy pieniądze potrzebne są od razu. Składając ofertę inwestorom, należy bowiem określić czas jej obowiązywania. Uzbieranie odpowiedniej kwoty od osób z kapitałem inwestycyjnym może więc trwać od kilku do kilkunastu dni.

Ważną kwestią jest też w tym przypadku oprocentowanie, jakie zaoferuje pożyczkobiorca. Zwykle jest to przedział z zakresu 1–10 proc. w skali roku. Im jest ono wyższe, tym szybciej znajdą się inwestorzy chcący zarobić na swoich oszczędnościach. Pożyczkobiorcy, chcąc zwiększyć szanse zrealizowania swojego finansowego planu, mogą też zaoferować inwestorom dodatkowy bonus. Jak podaje portal Finansowo.pl, średnia kwota pożyczki zaciągana za ich pośrednictwem wynosi 411 zł i trwa zwykle 36 dni. Średnie oprocentowanie zaciąganych u nich pożyczek wynosi 7 proc., a możliwy bonus sięga przeciętnie 12,9 proc.

O tak tanie kredyty trudno w bankach. Dodatkowo instytucje finansowe dokładnie badają zdolność kredytową swoich klientów. Kredytobiorcy muszą się godzić na warunki umowy, które zostały odgórnie narzucone przez bank. Zdarza się również, że nawet wieloletnia współpraca z daną jednostką czy trudne warunki ekonomiczne, z jakimi aktualnie może borykać się kredytobiorca, nie sprawią, że bank zaproponuje mu korzystniejszą ofertę.

W takich przypadkach bywa często na odwrót – zabezpieczenie banku kosztuje i by udzielił finansowania, może np. zażądać dodatkowych zabezpieczeń, wykupu ubezpieczeń czy zaoferuje wyższe oprocentowanie. Nie każdy ma więc szansę otrzymać środki. Weryfikacja pożyczkobiorcy w przypadku pożyczek społecznościowych polega zwykle tylko na wykonaniu przelewu, podpięciu konta na Facebooku czy weryfikacji dowodu lub numeru telefonu. Wiele firm reklamuje się też, że nie sprawdza klientów w żadnych bazach (BIK, BIG), na pożyczkę mają więc szansę również zadłużeni, borykający się z obciążeniami komorniczymi.

Ryzyko po stronie inwestora

W dobie niskich stóp procentowych osoby dysponujące wolnymi środkami nie mają szans na zarabianie na lokatach czy kontach oszczędnościowych w bankach. Obecnie najwyższe obowiązujące na rynku oprocentowanie na produktach depozytowych wynosi 4 proc. w skali roku, ale to bezpieczny i gwarantowany zysk. O alternatywie, jaką jest pożyczanie pieniędzy innym, nie można tak powiedzieć. Liczyć się tu bowiem trzeba m.in. z ryzykiem niespłaconych pożyczek. Mimo to inwestorzy pożyczkowi mają szansę na zyski z odsetek sięgające 10 proc. i więcej.

Dla przykładu, jak wylicza Follow Finance, średnioroczna stopa zwrotu z pożyczek udzielanych za pośrednictwem ich serwisu, w którą wliczone są pożyczki, których nie spłacono, wynosi co najmniej 7 proc. To dużo więcej niż na lokatach. Pożyczkodawca musi być jednak świadomy, że w przypadku tego rodzaju inwestycji zachodzi ryzyko utraty części lub nawet całości zainwestowanego kapitału. Może dojść do niewypłacalności pożyczkobiorcy bądź wydłużania przez niego okresu spłaty, przez co inwestor traci na płynności swoich inwestycji. W takim przypadku można np. sprzedać część lub całość portfela pożyczek firmom windykacyjnym.

Platformy social lendingowe, aby minimalizować ryzyko straty z tytułu niespłacenia pożyczki, dzielą środki użytkowników pożyczających innym pieniądze na drobne kwoty i rozdzielają je na wiele mikropożyczek. Są to zwykle cegiełki o wartości 10–100 zł. Najlepiej jeśli są jak najmniejszej wartości – dzięki takiemu rozproszeniu środków maksymalizuje się zarobek, a minimalizuje ryzyko straty. Tak samo więc powinny postępować osoby, które na aukcjach pożyczkowych samodzielnie sterują swoimi decyzjami inwestycyjnymi.

social lending
Przed zaciągnięciem jakiejkolwiek pożyczki w instytucjach niebankowych powinno się rozważyć, czy sytuacja życiowa na pewno zmusza nas do takich działań. Podobnie jest z inwestorami, którzy muszą zdawać sobie sprawę z możliwości utraty swoich oszczędności. Decydując się na pożyczkę, trzeba mieć pewność, że będzie się mogło ją spłacić w terminie. Fot. Adobe Stock

Social lending – opłaty

Zarówno dla inwestorów, jak i pożyczkobiorców korzystanie z platform social lending oraz ubieganie się o pożyczkę społecznościową w serwisach jest bezpłatne. Różne firmy stosują jednak różne opłaty, kiedy dochodzi do transakcji. Jedne opierają się na raitingu pożyczkobiorcy, budowanym na podstawie zdolności i wiarygodności kredytowej, pobierając za zawarcie umowy za pomocą platformy np. od 2 do 6 proc. prowizji liczonej od kwoty pożyczki, inne zaś mogą naliczać opłatę wstępną w wysokości np. od 12 do 17 proc. kapitału (płatną jednorazowo), czy też opłaty administracyjne, które wynieść mogą do 35 proc. kapitału pożyczki (wliczone do comiesięcznych rat). Wszelkimi opłatami związanymi z nieterminowymi spłatami, takimi jak opłata za monit i odsetki karne, obciążany jest pożyczkobiorca. Inwestor zapłaci natomiast za wszystkie samodzielne działania windykacyjne, takie jak zamieszczenie wierzytelności na internetowej giełdzie długów.

social lending

Dobrze się zastanów

Przed zaciągnięciem jakiejkolwiek pożyczki w instytucjach niebankowych powinno się rozważyć czy sytuacja życiowa na pewno zmusza nas do takich działań. Podobnie jest z inwestorami, którzy muszą zdawać sobie sprawę z możliwości utraty swoich oszczędności. Decydując się na pożyczkę, trzeba mieć pewność, że będzie się mogło ją spłacić w terminie. Przed wyborem platformy pożyczek społecznościowych warto zweryfikować wiarygodność firmy, która ją prowadzi. Następnie porównać oferty na innych serwisach, sprawdzając, jakie są koszty dla pożyczkobiorcy, a jakie dla inwestora. Obowiązkowa jest również lektura umów. Muszą one być w pełni zrozumiałe. W innym przypadku nie warto ryzykować. Pożyczki społecznościowe przyszły do Polski z Wielkiej Brytanii ponad dziesięć lat temu. Pomysł ten nie padł jednak u nas na podatny grunt. Głównie dlatego, że porównywane są do chwilówek, kojarzonych raczej z wysokimi kosztami i wpędzaniem ludzi w pętle zadłużenia.

Na dzień dzisiejszy na naszym rodzimym rynku funkcjonuje tylko kilka firm, które pośredniczą w pożyczkach pomiędzy prywatnymi osobami. Obsługiwane są np. przez takie platformy jak: Finansowo.pl, eMonero czy Follow Finance. Są to serwisy, które nie są ani instytucją bankową, ani parabankiem, nie udzielają pożyczek ani nie przyjmują pieniędzy w poczet oprocentowanych depozytów. Nie podlegają tym samym nadzorowi KNF. Nie ma też aktualnie w Polsce odpowiednich regulacji prawnych mówiących o tym, jak rynek social lending powinien działać.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Jak zagospodarować pieniądze z Pierwszej Komunii Świętej

Czy otrzymane przez dziecko z okazji I komunii świętej pieniądze przeznaczyć na spełnienie marzeń ...

Komórkowe telekomy kierują się na wieś

Stacjonarne łącze dla domu także od operatora mobilnego Sieci komórkowe w Polsce, zacięcie walczące ...

Pieniądze dla bliskich

Sąd może przyznać zadośćuczynienie za krzywdę bliskim poszkodowanego, który na skutek czynu niedozwolonego doznał ...