Mimo epidemii koronawirusa na razie rynek sztuki radzi sobie całkiem nieźle. Zaskakująco dobrze zakończyły się aukcje w Warszawie odbywające się bez udziału publiczności.

– Sprzedają się zarówno prace na aukcjach młodej sztuki zaczynające się od poziomu 500 zł, jak i dzieła klasy muzealnej. Nadal istotną rolę odgrywają walory dekoracyjne, sama inwestycja na trudne czasy nie jest głównym celem zakupu – mówi Rafał Kamecki, prezes Artinfo.pl. – Dla Polswiss Art i Agra-Art obie aukcje zakończyły się wielkim sukcesem, łączna wartość sprzedanych obiektów przekroczyła 23 mln zł. Na razie nic nie wskazuje na spowolnienie lub zatrzymanie handlu dziełami sztuki – dodaje Kamecki.

""

Tadeusz Kantor, „Emballages, objets, personnages nr 5”, 1968 r. collage, olej/deska, płótno, 195,5 x 140,5 cm, Desa Unicum, 5.12.2019. Fot. Artinfo.pl

pieniadze.rp.pl

Warto sprawdzić: Ich prace osiągają zawrotne sumy. Kompas Sztuki 2020

Sztuka w wirtualnym świecie

Jak długo ta tendencja się utrzyma ? Tego nie wie nikt. Dotychczasowe aukcje były efektem wielotygodniowych przygotowań i pracy jeszcze przed wprowadzeniem restrykcyjnych zasad na czas pandemii. Jak poradzą sobie domy aukcyjne w nowych okolicznościach?

Przygotowanie oferty aukcyjnej wymaga wielu spotkań, rozmów z komitentami, opinii ekspertów, oglądania często setek obiektów, z których dokonana zostanie ostateczna selekcja. W nowych okolicznościach pozyskiwanie obiektów na aukcję z pewnością będzie dużo trudniejsze.

– Już po kilku dniach od pojawienia się pierwszych sygnałów o dotarciu koronowirusa do Polski wprowadziliśmy nowe zasady funkcjonowania. Pracownicy zostali podzieleni na dwie grupy. Kiedy jedna zostaje w siedzibie firmy, pozostali pracują w domach. Staramy się być bardziej aktywni poprzez naszą stronę internetową i konto na Facebooku – mówi Piotr Lengiewicz, prezes DA Rempex.

– Rozszerzamy też kontakty telefoniczne. W aukcji można uczestniczyć za pośrednictwem zleceń stałych bądź telefonicznych oraz przy pomocy systemów ONEBID i ARTINFO. Trzydzieści lat funkcjonowania naszego domu aukcyjnego sprawia, że wśród klientów te systemy nie budzą żadnych obaw. Zastanawiamy się, jak rozwiązać problem zbierania przedmiotów na majowe i czerwcowe aukcje. Na bieżąco śledzimy rozwój sytuacji – dodaje Lengiewicz.

Autopromocja
Panel dyskusyjny "Ach te magazyny"

Silniki boomu pracują pełną parą - rynek będzie rósł z uwagi na dalszy rozwój logistyki i e-commerce

OGLĄDAJ RELACJĘ

A czy obecna sytuacja będzie skłaniała klientów do pozbywania się dzieł sztuki, czy raczej będą się oni wstrzymywać ze sprzedażą cennych obrazów, też nie wiadomo.

– Z pewnością trudne ekonomicznie czasy skłonią część kolekcjonerów do zbycia swoich zbiorów. Z pewnością będą to dla nich bardzo trudne wybory – uważa Rafał Kamecki.

Warto sprawdzić: Sztuka przetrwa trudny czas zarazy

Przy okazji rynek zweryfikuje, czy były to dobre inwestycje i czy prognozowany, oczekiwany zarobek okaże się realnym. Dla wielu rodzimych kolekcjonerów zakup dzieła sztuki jest jednak nadal alternatywną inwestycją. Interesuje ich przede wszystkim zarobek. Zachodni kolekcjonerzy, często kupując dzieła z myślą o przekazaniu swoich zbiorów muzeom czy instytucjom kultury, kierują się innymi względami niż krajowy koneser. Konsekwentnie uzupełniają swoje zbiory, według wcześniej przyjętego klucza, bądź dodają reprezentantów nowych zjawisk, jakie pojawiają się w sztuce. Wzrost ich wartości jest sprawą drugorzędną.

Jak będzie po zarazie

Zdaniem Pawła Sosnowskiego, właściciela warszawskiej Galerii Propaganda, w obecnej sytuacji wszelkie dotychczasowe diagnozy tracą aktualność. – Nie wiemy, jak pandemia wpłynie na rynek sztuki, ale że go mocno zmieni, to pewne. Gdyby nie internet, to handel sztuką praktycznie by stanął. Z drugiej strony nie da się sztuki przenieść wyłącznie w świat wirtualny, więc jakiś świat rzeczywisty będzie niezbędny.

Obecnie odwołane są wszystkie wystawy i zbliżające się targi, zamknięte galerie, aukcje odbywają się bez publiczności.

– To nie jest rozwiązanie na dłuższą metę. Wierzę jednak, że sztuka się obroni. Poprzedni kryzys światowy zmniejszył rynek sztuki o 20 proc. Zapewne osłabnie spekulacja dziełami, zmniejszą się inwestycje, ale miłośnicy sztuki pozostaną, choć może nieco zbiednieją, lecz ich pożądanie sztuki nie wygaśnie. Na pewno zmieni się model starego „Art worldu” – prognozuje Sosnowski.

Niezależnie od sytuacji, w jakiej wszyscy się znaleźliśmy, wielu z nas dosłownie zamkniętych w czterech ścianach być może uświadomiło sobie, jak istotna jest możliwość obcowania ze sztuką. Że posiada wartość dodaną, której nie ma ani sztabka złota, ani akcje giełdowe. Pokazała, jaki zbawienny może mieć wpływ na nasze samopoczucie. Przy okazji warto przypomnieć, że polski rynek sztuki ma wciąż spore możliwości rozwoju. Chodzi o głębię rynku, a nie tylko uzyskiwane rekordy. Jest sporo artystów, jeszcze nie do końca odkrytych.

– Z klasyki awangardy niedoceniane jest quasi-abstrakcyjne malarstwo Jadwigi Maziarskiej, lecz to tylko jeden z przykładów. Rosnące, wprost masowe zainteresowanie budzi sztuka użytkowa z okresu PRL. Będzie to w przyszłości bardzo profitująca część naszego krajowego rynku – uważa Jan Michalski, właściciel krakowskiej Galerii Zderzak.

Który artysta wypłynie

W kontekście wartości obrazów często powtarzane jest stwierdzenie: jest tyle wart, za ile został sprzedany. Ale czy nie jest to zbyt duże uproszczenie? Budowanie ceny to także lobbingi, mody, no i emocje, jakie towarzyszą aukcjom. Jest grono artystów, których ominął przysłowiowy łut szczęścia, nie dotarli do nich właściwi kolekcjonerzy, np. dla Mirosława Bałki przełomem w karierze okazał się zakup jego pracy przez Petera Ludwiga, założyciela prestiżowego Museum Ludwig w Kolonii. Istotna jest też opieka zdeterminowanego i konsekwentnego marszanda, nawet najwięksi rozgłos zdobywali dzięki ich wpływom i kontaktom towarzyskim.

– Ostatnia wystawa Janiny Wierusz Kowalskiej w Muzeum im. Bolesława Biegasa uprawiającej abstrakcję geometryczną pokazała, że artystka mieszkająca na stałe w Bielsku-Białej została dopiero teraz zauważona przez grono warszawskich kolekcjonerów. Uczennica Tadeusza Brzozowskiego i Jerzego Nowosielskiego. Autorka opracowań z dziedziny historii sztuki i teorii designu. Uprawia nie tylko malarstwo sztalugowe, ale także rysunek, formy przestrzenne (tkanina), fotografię. Jej wielkoformatowe prace inspirowane naturą zmieniły właściciela za ponad 30 tys. zł – mówi Agnieszka Wolska, prezes Fundacji Bolesława Biegasa w Polsce.

""

Janina Wierusz Kowalska Blaszane wstęgi, akryl na płótnie,160 x 110 cm,2020 fot. arch. artysty

pieniadze.rp.pl

Warto sprawdzić: Malarka, czyli żona malarza. Kobieta w sztuce to margines

Janina Górka Czarnecka, właścicielka krakowskiej Galerii Artemis, szczególnie poleca prace Janiny Kraupe oraz Włodzimierza Kunza.

""

Janina Kraupe, Srebrny zachód słońca fot. Galeria Artemis

pieniadze.rp.pl

Oboje byli cenionymi wykładowcami krakowskiej ASP, prowadzili samodzielne pracownie na Wydziale Malarstwa, tworzyli realizacje z zakresu malarstwa warsztatowego, monumentalnego oraz grafiki. Ich twórczość reprezentowana jest we wszystkich polskich kolekcjach muzealnych gromadzących sztukę współczesną. Ale nadal zbyt mało rozpropagowana jest wśród szerszej publiczności, podobnie jak sztuka Józefa Hałasa czy Marka Chlandy. Dotyczy to także wielu innych artystów.

– Jakiś czas temu trafiła do nas część kolekcji po niedawno zmarłej w zupełnym zapomnieniu malarce Halinie Wrzeszczyńskiej, rocznik 1927 – mówi Magdalena Mielnicka, właścicielka wrocławskiej mia Art Gallery.

""

Józef Hałas, Pion i poziom, 1974, olej, płótno, 102×132 cm, fot. mia Art Gallery

pieniadze.rp.pl

Kilka obrazów olejnych na płótnie, sporo prac na papierze. Klasyczny pop-art z lat 60–80. Oprócz tego swoiste raisonne twórczości, w dużym skoroszycie ręcznie przez artystkę pisana historia jej prac. Także obszerna praca dyplomowa z dokładną matematyczną analizą założeń jej sztuki oraz osobiste notatniki, wspomnienia, wiersze. Wśród nich kilka pożółkłych ulotek wystawienniczych BWA z czasów PRL jako świadectwo śladowej ilości jej wystaw. Jej ostatnie prace to realistyczne kwiaty w wazonach i pejzaże – malowane na sprzedaż, aby przeżyć.

– Tylko niektórzy kojarzą jej sztukę podobnie jak innych wrocławskich artystek aktywnych twórczo w zbliżonym okresie. Są to m.in. Maria Dawska, Hanna Krzetuska-Geppertowa, Wanda Gołkowska, Krzesława Maliszewska-Mazurkiewicz i Anna Szpakowska-Kujawska. Ich dokonania to niezależne stylistycznie koncepcje artystyczne, pełne osobistych przemyśleń, odwagi twórczej, identyfikacji ze stylem – tłumaczy Magdalena Mielnicka. – Zestawiając je na jednej wystawie, o żadnej z nich nie możemy powiedzieć, że jest słabsza. Nie możemy jednak porównać ich dokonań na poziomie cen funkcjonujących na rynku, dlatego że odzwierciedlają one jedynie kompletny brak świadomości bogactwa ich sztuki. Jest jeszcze wiele do nadrobienia w odkrywaniu niszy kolekcjonerskiej – dodaje właścicielka wrocławskiej mia Art Gallery.

Sztuka mimo zarazy ma się dobrze

Zanim koronawirus rozhulał się na dobre, odbyły się jeszcze prestiżowe targi sztuki Volta w Nowym Jorku, a wśród międzynarodowej obsady znaleźli się także polscy artyści – Stefan Krygier i Łukasz Patelczyk.

– Wymagający organizatorzy zaakceptowali naszą trochę karkołomną koncepcję, umożliwiającą pokazanie tych dwóch tak różnych malarzy – mówi Sławomir Górecki, mieszkający od 30 lat w Nowym Jorku, właściciel nowojorskiej Green Point Projects i warszawskiej Piękna Gallery. Od lat z powodzeniem prezentuje sztukę m.in. Abakanowicz, Pągowskiej, Fijałkowskiego także w USA.

Zderzenie twórczości Krygiera i Patelczyka wzbudziło zainteresowanie wielu klientów, a Marek Bartelik, ceniony nowojorski krytyk, uznał Green Point Projects za jedno z ciekawszych stoisk.

– Jako jedyni mieliśmy stanowisko interaktywne – można było zaplanować rozmieszczenie na ścianie prac naszych artystów. Całej wystawy niestety nie sprzedaliśmy, gdyż był to czas pierwszych gróźb na temat koronawirusa i jednak sporo kolekcjonerów zawiodło. Jeśli chodzi o ceny, to oczywiście w Nowym Jorku muszą być nowojorskie. Podaję taką samą jak w Polsce, tylko złotówki zamieniam na dolary. Dzięki temu mogę spokojnie udzielić 10 proc. zniżki, której szczególnie oczekują kolekcjonerzy VIP – wskazuje Górecki. – Zauważyłem pewną regułę: im bogatsi, tym bardziej się targują – dodaje.

Warto sprawdzić: Tworzyć bez żadnych ingerencji. Cena wolności

Chociaż oferta na Volcie była bardzo zróżnicowana, zdaniem Stefanii Olbrycht z Piękna Gallery dało się zauważyć kilka tendencji. Wystawcy starali się, by ich stoiska były możliwie jak najbardziej efektowne, żeby nie powiedzieć efekciarskie. Wiele było kolorowych, błyszczących instalacji, których jedyną rolą było stanowić ładne tło dla selfie; sporo też było infantylnych w tematyce i wyrazie dzieł skupiających uwagę dzieci, ale także i dorosłych. Były też próby szokowania przy pomocy średnio wyszukanych performance’ów.

Na razie wszystkie duże wydarzenia kulturalne zostały odwołane, nie wiadomo do kiedy. Świat sztuki przeniósł się do internetu. I wbrew oczekiwaniom nieźle funkcjonuje. Dużym zaskoczeniem były wyniki ostatnich aukcji w Warszawie, które odbyły się bez publiczności na sali. Przyjmowane są jedynie zlecenia telefoniczne, limity stałe i zlecenia przez internet. Aukcje internetowe na rynku funkcjonowały od zawsze, jednak pozostawały w cieniu klasycznych. Teraz sytuacja wymusiła zmiany upodobań.

– Zleceń na aukcje przybywa, a intensywność licytacji nie spada. Tylko w pierwszym tygodniu zbiorowej kwarantanny odbyło się ich aż 10, do końca marca w sumie 72. Dotychczas wszystkie licytacje odbywają się zgodnie z zaplanowanym kalendarzem aukcyjnym.

Obserwujemy podwyższoną aktywność kolekcjonerów, zainteresowanie jest większe niż na co dzień. Mimo że kwarantanna rozpoczęła się już w połowie marca, w pierwszym kwartale 2020 roku łączna wartość sprzedaży osiągnęła 64 mln zł. Jest to wzrost o blisko 25 proc. w stosunku do poprzedniego roku, który był także rekordowy (ponad 294 mln zł). W pierwszych trzech miesiącach tego roku sprzedanych zostało 3740 dzieł, czyli o 12 proc. względem 2019 – mówi Rafał Kamecki, prezes Artinfo.pl.

Jak podkreśla, oznacza to, że rośnie na rynku liczba transakcji, ale także rosną ceny na poszczególne obiekty.