Zainteresowani samochodami niskoemisyjnymi mają do wyboru 78 modeli aut w pełni elektrycznych i 112 hybryd typu plug-in. To wzrost w ciągu roku odpowiednio o 67 i 49 proc.

– Samochody elektryczne są już oferowane praktycznie w każdym segmencie. Znajdziemy je w portfolio każdego liczącego się koncernu motoryzacyjnego. Uwzględniając wszystkie możliwe wersje napędowe oraz nadwoziowe, możemy mówić o 397 pojazdach z nisko– i zeroemisyjnych, z czego blisko 60 proc. to warianty całkowicie elektryczne – podkreśla Albert Kania, new mobility senior manager PSPSA, we wstępie do „Katalogu pojazdów elektrycznych dostępnych na polskim rynku".

Czytaj więcej

Nowe ceny biletów PKP Intercity. Kolej mocno drożeje w 2022

Mała rewolucja w autach elektrycznych

Pięć lat temu zainteresowani samochodami niskoemisyjnymi mieli do wyboru zaledwie 33 modele. Wzrost rynku jest więc imponujący. Tylko w ubiegłym roku – jak wynika z licznika elektromobilności, uruchomionego przez PZPM i PSPA, na polskich drogach przybyło prawie 20,25 tys. aut z napędem elektrycznym, o 93 proc. więcej niż w analogicznym okresie 2020 r., rok 2021 zaś nie był łatwy dla branży motoryzacyjnej.

– Od kilku miesięcy obserwujemy znaczny wzrost liczby rejestracji hybryd plug-in, które przy właściwej eksploatacji w czasie jazdy miejskiej mają zalety samochodu elektrycznego bateryjnego, poza miastem zaś mają zasięgi porównywalne z samochodami konwencjonalnymi. Rewolucja w branży motoryzacyjnej jest faktem, ale mimo to bieżący rok będzie czasem wytężonej pracy legislacyjnej, bo czeka nas wejście w życie kilkunastu dyrektyw i rozporządzeń, z których znaczna część będzie dotyczyła pojazdów niskoemisyjnych – mówi Jakub Faryś, prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego.

Z raportu PSPA i PZPM wynika, że wzrosła też flota elektrycznych motorowerów i motocykli oraz park autobusów elektrycznych. To wszystko działo się jednak, zanim jesienią zaczęły szaleć ceny energii, która w tym roku będzie ponad 30 proc. droższa, a zapotrzebowanie na nią będzie rosło. Opłacalność użytkowania aut elektrycznych będzie więc spadać, jeśli energię czerpie się ze źródeł konwencjonalnych. Brak opłat parkingowych dla elektryków czy mniejsze koszty eksploatacji, mogą tego nie zrekompensować. Pozostaje fotowoltaika.

Ograniczony wybór samochodów z "Mój elektryk"

Coraz większa liczba modeli aut elektrycznych nie oznacza jednak, że na każdy z nich dostanie się dofinansowanie z programu „Mój elektryk", na który przeznaczono 500 mln zł. Osoby fizyczne nieprowadzące działalności gospodarczej, a liczące na dofinansowanie, mogą wybierać spośród 44 samochodów osobowych, a z Kartą Dużej Rodziny – spośród 61. Nowa edycja programu przewidują dopłatę dla nowych aut elektrycznych lub z napędem wodorowym o maksymalnej wartości 225 tys. zł wysokości 18 750 zł. W poprzedniej edycji auto nie mogło być droższe niż 125 tys. zł. Posiadacze Karty Dużej Rodziny mogą wybierać samochody o wartości 300 tys. zł i liczyć na 27 tys. dofinansowania. Wybór samochodów jest więc dużo większy niż w pierwszej, nieudanej edycji programu, z której skorzystało zaledwie 241 kupujących. Teraz 0 w ciągu pół roku, Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej dofinansował już ponad 600 pojazdów dla osób fizycznych. Problem polega tylko na tym, że auto trzeba najpierw kupić i zarejestrować, a dopiero potem można ubiegać się o dopłatę. Na składanie wniosków jest jednak sporo czasu – nabór potrwa do 30 września 2025 r.

Dotowany z „Mojego elektryka" jest także leasing. Można się o niego ubiegać w dziesięciu firmach, które podpisały umowy z Bankiem Ochrony Środowiska: BNP Paribas Leasing Services, MAN Financial Services, FL Santander Leasing i Santander Consumer Multirent, Arval Service Lease Polska, LeasePlan Fleet Management, Volkswagen Financial Services Polska, PSA Finance Polska, PKO Leasing oraz Prime Car Management.

Z programu mogą korzystać m.in. przedsiębiorcy, rolnicy indywidualni, samorządy i fundacje.

Autopromocja
Specjalna oferta letnia

Pełen dostęp do treści "Rzeczpospolitej" za 5,90 zł/miesiąc

KUP TERAZ

Czytaj więcej

Ubezpieczenie samochodu 2022. Ceny w górę, kara za mandaty i brak OC

Paliwo przyszłości

Problemy energetyczne mógłby rozwiązać wodór. Zwłaszcza że można go produkować nie tylko na skalę przemysłową, ale również w instalacjach przydomowych, a pozyskiwać z wody, metanu, biomasy, a nawet odpadów komunalnych i rolnych oraz energii odnawialnej. Urządzenia do produkcji wodoru wraz ze specjalnymi zbiornikami to również rozwiązanie pozwalające na przechowywanie nadwyżek energii. Ostatniego dnia grudnia 2021 r. Ministerstwo Klimatu i Środowiska ogłosiło „Polską strategię wodorową do roku 2030 z perspektywą do roku 2040", której celem jest między innymi wdrożenie technologii wodorowych w energetyce i ciepłownictwie oraz wykorzystanie wodoru jako paliwa alternatywnego w transporcie – również: kolejowym, morskim, rzecznym, bezzałogowym czy intermodalnym. Do 2025 r. mają powstać 32 nowe stacje do tankowania i gromadzenia wodoru. Upowszechnienie aut wodorowych nie nastąpi jednak szybko.